17 lipca 2010 r. na pewno zostanie ważnym dniem dla tysięcy fanów motoryzacji, którzy przybyli z całej Polski by zobaczyć Roberta Kubicę w stolicy Wielkopolski. Tej daty z pewnością nie zapomną też mieszkańcy sąsiadującego z Torem Przeźmierowa; cała miejscowość była zakorkowana od rana do późnego wieczora, podobnie zresztą jak południowo zachodnia część Poznania.
Sobota była upalna, w powietrzu unosił się pył, a buty przyklejały się do asfaltu. Mimo to panowała bardzo przyjazna atmosfera. W miarę zbliżania się godziny przejazdów Roberta liczba widzów rosła, a ochrona przestawała panować nad tłumem. W miejscach, z których ludzie byli wyganiani jeszcze w południe, o 15:00 stały setki widzów. Wiara siedziała wszędzie: na dachach budek gastronomicznych, drzewach i zwykle niedostępnych dla publiczności skarpach. Zresztą nie ma się co dziwić, Tor Poznań nie ma w tej chwili miejsc dla kilkudziesięciotysięcznej widowni, więc każdy musiał radzić sobie sam.
Gdy Robert robił ostatnie okrążenie, wiele osób dosłownie wbiegło na tor by zrobić mu zdjęcie, czy po prostu pozdrowić. Robert wiele razy dziękował swoim fanom wykonując widowiskowe piruety na torze.
Z jednej strony N-Gine Renault F1 Team Show pokazał, że Tor Poznań na razie nie jest przygotowany do takich wydarzeń. Z drugiej jednak, chyba możemy cieszyć się tą naszą polską zaściankowością, przynajmniej jeszcze przez kilka lat. Bo gdzie indziej na świecie, fani motoryzacji mogą hasać bezkarnie prawie pod kołami bolidów i podbiegać do swojego mistrza na wyciągnięcie ręki, krzyczeć „Powodzenia!” i od roześmianego Kubicy usłyszeć „Dziękuję!”.
Zapraszam do krótkiej galerii z pobytu Roberta Kubicy w Poznaniu.
Godzinę później na Torze odbyła się próba bicia rekordu Guinnessa na najdłuższą kolumnę aut marki Renault.
