Kocham parowozy, i nie wiem jak to się stało, że nie zaprezentowałem Wam ich do tej pory.
Niespełna 10 lat temu… zupełnie przypadkiem, od kolegi ze studiów, dowiedziałem się, że jest takie magiczne miejsce w naszym kraju, gdzie parowozy nadal żyją. Tak, żyją! – parowóz oddycha, ujmuje niepowtarzalną wonią dymu, smarów i pary, cichuteńko syczy, je węgiel i pije wodę – jak człowiek, albo jak smok nawet. :) Wracając do historii – parę tygodni po tamtej rozmowie udałem się do Wolsztyna na swoją pierwszą Paradę Parowozów. To coroczna impreza, na przełomie kwietnia i maja, organizowana z okazji Dni Wolsztyna. Przyjeżdżają ciuchcie z każdego zakątka Polski oraz wiele z zagranicy. Tamtego dnia, jak co roku, z Dworca Głównego w Poznaniu startuje pociąg specjalny „Cegielski”. Jego trasa wiedzie przez Leszno, w którym ciuchcia obiega skład, i dalej ciągnie „tyłem na przód” do Wolsztyna. Najbardziej niesamowite były ostatnie kilometry tej podróży, kiedy siedziałem na korytarzu pierwszego wagonu, a tuż za ścianą, koło mnie, wyraźnie słychać było hipnotyzujący mechanizm silnika parowozu (kopciem chyba była Pt47). Już w Wolsztynie, przed rozpoczęciem Parady, razem z kilkoma widzami, usiadłem na burcie dużego wagonu (zwanego węglarką), stojącego koło nastawni dysponującej WL. Siedziałem dosyć wysoko, widok był imponujący: naprzeciwko szopa parowozowni, po mojej prawej stronie tory biegnące ku peronom, a po lewej nastawnia i tory na Leszno oraz Poznań, którymi za chwilę, z prędkością chyba 70km/h, przejeżdżały defilujące czajniki. Trudno opisać przeżycia, kiedy kilka metrów od ciebie przejeżdża szereg stutonowych maszyn, ziemia drży od pracy korbowodów, w uszach tętni stukot pracujących cylindrów, pachnący dym na kilka minut przesłania cały świat, a słyszana 10 km dalej gwizdawka parowozu otwiera się tuż koło twojego ucha… wrażenia piękne, uzależniające i niepowtarzalne.
Do roku 2010 zmieniło się niewiele: widzów z roku na rok przybywa i docierają tutaj z najdalszych zakątków świata. Na łąkach wzdłuż torów całe rodziny przybywają z koszami piknikowymi, ciuchcie podczas Parady jeżdżą już jakby wolniej niż przed laty, jednak z roku na rok liczba zaproszonych parowozów rośnie. Tylko sokiści są coraz gorzej zorganizowani – w bezsensowny sposób utrudniają obserwowanie widowiska z dostępnych kiedyś miejsc. Są też: wybory Miss Świata Parowozów, nocne pokazy kopci „Światło, Dźwięk i Para”, przejażdżki pociągiem Retro; możliwość zobaczenia z bliska wszystkich obecnych ciuchci, zajrzenia do zakątków warsztatu i wieży wodnej. A wyborne jedzenie oraz liczne wydarzenia towarzyszące Dniom Wolsztyna umilają czas wszystkim przybyłem przez te kilka dni i nocy.
I jedno na co będę Was namawiał po każdej imprezie tego typu – poczekajcie do wieczora, aż większość turystów wyjedzie. Koło północy zostaje w parowozowni zaledwie paręnastu najwytrwalszych fanów. Tworzy się wtedy niesamowity klimat, para jakby gęstnieje, przyjemne zapachy nasilają się, i przez tę jedną w roku noc, nie jeden, nie dwa, ale prawie wszystkie parowozy w szopie są czynne – coś gdzieś syczy, w innym miejscu sapie, tego wieczora bije od śpiących czajników takie ludzkie, serdeczne ciepło…
Oto kilka kadrów z Parady Parowozów 2010. Mam nadzieję, że chociaż kilkoro z Was zachęciłem do uczestnictwa w tym cudownym święcie.

Galeria z Parady Parowozów 2010. Na zdjęciu Piękna Helena Pm36-2, jedna z wielu lokomotyw w Wolsztynie.
* * *
W trosce o przyszłość wolsztyńskich parowozów, wielu świetnie zorganizowanych wielbicieli pary założyło Towarzystwo Przyjaciół Wolsztyńskiej Parowozowni, którym życzę wytrwałości i szczęścia w opiece nad wolsztyńskim skansenem. Polecam także serwis www.Parowozy.com.pl, który od dawna jest doskonałym i kompletnym zbiorem aktualności o wolsztyńskiej szopie.
Sierpień 27th, 2010 - 22:30
Byłam, zobaczyłam, teren oznaczyłam :)))